Jest 1 września. To ważna data – nie tylko dla uczniów. Dla mnie też, podobnie jak dla setek tysięcy innych osób mieszkających w okolicach Warszawy. Skończyły się wakacje, które oznaczały, że 30 km dzielących mój dom od biurowca na warszawskim Służewcu dało się pokonać w czasie nie przekraczającym godziny. Teraz wszystko jest jedną wielką niewiadomą – dojazd może trwać godzinę, a może i dwie, bo władze Warszawy postanowiły zachęcać mieszkańców do korzystania z komunikacji miejskiej. Nie myślcie jednak, że poprawiają jej funkcjonowanie. Nie – znaleźli prostszy sposób: obrzydzanie życia zmotoryzowanym. Z mojej, prawej strony Wisły nie ma już żadnej sensownej drogi na lewą, wszystkie wloty są równo zakorkowane, zatkane ograniczeniami ruchu, robotami drogowymi przerwanymi na nie wiadomo jak długo z powodu niedopełnienia formalności administracyjnych itd. Zobaczymy, co będzie działo się dzisiaj. Przede mną znana chyba kierowcom z całego kraju ulica Żołnierska (trasa Nieporęt – Marki – Rembertów). Ruszam!